Category Archives: Cytaty

Czas przeszły.

Kultura jest i powinna być ciągłością. Bunt? Też. Ale i bunt jest przecież ciągły. A choć „składam” tę książkę normalnie (czyli cyfrowo) – wiem, że powinna być złożona ręcznie. (To dziś jeszcze możliwe – lecz o wiele, wiele droższe, z oczywistych powodów. Maszyna jest tania, bo szybka.)
Dlaczego ręcznie? Myśli tu zawarte wymagają skupienia…

mr makowski
„O obrazkach w tej książce. »Regementarz« Sławka Gołaszewskiego”
str. 428

„…wtedy nie ja jeden nagrywałem jego audycje…”

Mówił trochę za trudnym językiem, ale dla nas, licealistów, było to bardzo dobre: ciągnął słuchaczy w górę, przy okazji muzycznych wtajemniczeń wzbogacając także ich zasób słów. Na tym powinna polegać misja radia publicznego, czyż nie? Choć może lepiej kwestii misyjności przy tej okazji nie wyciągać. Po pierwsze, wówczas wszystkie radia były „publiczne”, po drugie z powodu jego audycji o mało nie wyrzucono mnie ze szkoły: żeby zdążyć do domu na 15.10, kiedy się rozpoczynały, musiałem we wtorki wagarować z przypadającej o tej porze lekcji niemieckiego. I wtedy, i dzisiaj uważam, że było warto.

Michał Okoński
Nauczyciel oddychania

„Future in the Past”

Filozofia mówi o niczym. A gdy już coś powie, okazać się może, że ktoś to usłyszy. I drobny ten fakt daje impuls, pobudzający fantazję. I powstają nowe teorie i utopie. Źródłem ich jest owo nic, głoszone przez filozofię.

    To nic nie znaczy, niczego nie nazywa,
    To nic nie znaczy, tylko trwa.
    Co byś nie mówił – zawsze prawdziwe,
    To nic nie znaczy, tylko daje znak
    .

SNUZ „Inne Historie” (1999)

Reggae-book-niektóre-strony-2012-_Strona_48
BAS TAJPAN & JUNIOR STRESS (2012)

147-strona-Reggaementarz-book-low-res

„GO OST”

Der Zorn Gottes in Rock gegossen – nicht umsonst hieß die Debütsingle von Armia „Aguirre“. Vermittelndes Mastermind der Armia-Ursprungskonstellation, Ideengeber und Gast auf vielen Armia– und Izrael–Platten war Sławomir Gołaszewski.
Klarinettist und Betreiber eines psychedelischen Projekts namens Asunta, aber vor allem Philosoph, der nach alten scholastischen Methoden studiert hatte, und davon ausgehend Verbreiter der Rasta–Philosophie in Polen.
Darüber hinaus fungierte Gołaszewski als Kompilator der ersten wirklichen Underground – LP „Fala“, die 1985 als eine Art Soundtrack zum gleichnamigen Jarocin – Dokumentarfilm erschien und neben vielen aktuellen Sounds zwischen Punk und Reggae auch ein Stück der längst aufgelösten Kryzys präsentierte.

Als mich die Armia–Wucht zum ersten Mal traf, kam sie natürlich aus dem Radio: 14. Mai 1988, bei DT64, im „Parocktikum“, wo sonst. Holger Luckas im Bericht über das zweite „Marchewka–Festival“ in Warschau (die dritte Reisen der anderen): „Schneller, intelligent gespielter, abwechslungsreicher Punk. Brylewskis Gitarrenspiel überzeugte derart, dass zumindest optisch waschechte Punks am Rande der pogo–tanzenden Meute in schönster Siebziger–Jahre–Manier verzückt die Phantomgitarre bedienten… Zu Gesang, Gitarre, Bass und Schlagzeug gesellte sich ein Hornist, der Banan heißen soll und auch bei anderen Bands dieses Festivals mitwirkte, bei KULT und T.LOVE.
Sein charakteristisches, wuchtiges Hornspiel erinnert an den Bläsereinsatz bei Laibach.“

Die aber kannte ich noch gar nicht, und so war das Stichwort für mich wahrscheinlich „pogo–tanzende Meute“. In eine solche warf ich mich dann ja auch im nächsten Jahr, inzwischen selbst Mitglied einer ganz anderen Volksarmee. Verzweifelt–ekstatischer Urlaubspogo in der Werner–Seelenbinder–Halle, Ende September 1989, als die DDR in den letzten Zügen lag, man nur noch nichts davon wusste, sondern allein das Gefühl hatte, es müsste nicht nur, sondern es würde sich bald etwas ändern. Man selbst sein Leben sowieso. Armia hingegen, die den Saal mit ungewohnt professioneller Härte aufmischten,
kamen da schon aus einem sich rasant ändernden Land.

Was ich zudem vorher schon kannte, war der Song „Anti-Armia“, ein beliebter Pogo–Track von Die Firma, eine sehr freie englisch–deutsche Cover–Version der Bandhymne „Niewidzialna Armia“, deren Text im Booklet einer ihrer Kassetten zu finden war, die ich 1987 nach einem Konzert im Berliner Jugendklub Tierpark erworben hatte:

    Unsere Herzen sind wie Knoten
    Unsere Gedanken sind wie Schatten
    Unsere Momente sind wie ein Jahr
    Unsere Tage sind wie die Nächte
    Unsere Worte sind wie Blut
    Unsere Schritte sind wie ein Regen
    Unsere Augen sind wie ein Traum
    Unser Leben ist wie ein Song
    Wir sind die Lacher, die allmächtigen Lacher
    Wir singen von der vergessenen Fülle
    Wir sind die angesiedelten Siedler
    Wir sind eine Armee
    Wir sind die unsichtbare Armee

In rauchig leidvoller Stimme von der später als Stasi–IM enttarnten Bassistin und Sängerin Tatjana [Besson] ins Mikro gestöhnt beziehungsweise gedröhnt… Gänsehaut. Oder auch ein wenig: gesungene Poesie am romantisch gekräuselten Rand zum Kitsch. Je nach Betrachtungsoder Hörwinkel. Im Original zitiert zudem auf jenem Armia–Plakat, das mir in Swinoujscie geschenkt worden war.

    GO OST
    Klang – Zeit – Raum
    by
    Alexander Pehlemann
    © Ventil Verlag 2o14

[ss. 34,35]

go_ost

„Kurz, man kennt ihn in Polen als Merlin…”

    SŁAWOMIR GOŁASZEWSKI’S ASUNTA
    Landscapes
    (The Lollipoppe Shoppe / Sunhair Records, LSCD012 / SH007)

Der 1954 geborene Klarinettist, Radio-DJ, Autor und Fanzinemacher Gołaszewski wirkt auf Nichtpolen so schimärenhaft wie ein Elefant, den ein Blinder zu begreifen versucht: Mitbegründer der Meta-Punk-Formation Armia 1984, flippernd zwischen Don Quichote, Tolkins Bombadil und Aguirre, zugleich der Propagandist einer polnischen Reggae- und Rastafarikultur, durchwegs ein ‚musizierender Philosoph’, unterwegs ins New Age, mit dem Theater-Guru Jerzy Grotowski und dem Gnostiker und Anthroposophen Jerzy Prokopiuk als Seelenführern und Prokopiuks Übersetzungen von C. G. Jung und Rudolf Steiner als Landkarten. Kurz, man kennt ihn in Polen als Merlin, und Landscapes (Krajobraz), ein ‚Soundream’ für Klarinette und Harmoniumbordun, gespielt von Wojciech Krawacki, ist ein gutes Beispiel für Gołaszewskis psychedelischen Drang. Nicht zufällig erschien diese Musik zuerst 1997 als Kassette auf Fly Music, dem Label von Marek Styczyński, dem geistesverwandten Kopf von Atman und dem Magic Carpathians Project. Wenn FLY dann noch für Freak Living Yourself steht, und Merlin Armias Freak (2009) durchfreakt, dann wird die Schimäre zu einem, der konsequent ‚The Other Side’ zustrebt, auch ‚Home’ genannt. Gołaszewski bläst seine Klarinette so dunkel und tastend, als ob er die andere Seite erträumen wollte oder sie erschließen könnte, wenn er die richtige Sesam-Formel anstimmt. Wenn sein fragendes, in Spucke und Herzblut gesottenes Summen und sehnendes Tuten einfach nur schön genug wäre für ‚Drüben’, dann müsste doch im harmonischen Gleichklang mit den ‚dortigen’ Vibrations das Trennende durchlässig werden. Dass sich The Lollipoppe Shoppe dafür mit dem Psychedelic Network-Label Sunhair Records in würzburg zusammengetan hat, darf da auf keinen Fall unerwähnt bleiben.

    [BA 76 rbd]
    Bad Alchemy Magazin

Medyczny? Nie…

„Moja terapia” to komiksowa opowieść osnuta na wspomnieniach Sławomira Gołaszewskiego, jednej z najważniejszych postaci polskiej kontrkultury lat 80., współpracownika zespołów Izrael i Armia.
W albumie Płóciennika poznajemy go w chwili, gdy podejmuje pracę na Bezlekowym Oddziale Terapii Dziennej szpitala psychiatrycznego przy ul. Sobieskiego w Warszawie. Wraz z nim spotykamy się z kolejnymi pacjentami, podpatrujemy, jak sobie z nimi radzi.
To jednak nie jest komiks medyczny, prędzej już muzyczny, choć przede wszystkim należy traktować go jako zbiór ciekawie przemyconych obserwacji społecznych oraz nienachalne świadectwo czasów opowiedziane obrazami przez Szawła Płóciennika. Ten muzyk i rysownik młodego pokolenia ma już doświadczenie w przygotowywaniu tego typu scenariuszy. Dwa lata temu ukazał się jego debiutancki album „Sprane dżinsy i sztama” oparty na historii jego ojca. „Moja terapia” jest jednak znacznie lepiej narysowana, zgrabniej poprowadzona i umiejętnie, ręcznie pokolorowana. Pokazuje wszystkie zalety tego twórcy i siłę jego indywidualnego stylu.

    „Obrazki z wariatkowa”
    Dominika Węcławek
    Przekrój (02-12-2012)

„Moja Terapia”

Moja terapia Pawła (Szawła) Płóciennika (scenariusz, rysunki) i Sławomira Gołaszewskiego (scenariusz) to zawarta w pigułce historia – z założenia światłego eksperymentu, mającego na celu zrewolucjonizowanie współczesnej psychologii. To również świetna okazja do poznania odkrywczej teorii uznanego rodzimego psychiatry, profesora Kazimierza Dąbrowskiego i jego kontynuatorów, dla tych którzy wcześniej nie mieli sposobności obcować z jego teoriami (…)

    Mirosław Skrzydło
    Meandry psychologii – recenzja komiksu „Moja Terapia”

……………………..

Kanwą scenariusza tej powieści, czy raczej noweli graficznej (jeśli brać pod uwagę jej objętość) są doświadczenia Gołaszewskiego, jako pracownika Bezlekowego Oddziału Terapii Dziennej w Warszawie. Była to placówka Instytutu Higieny Psychicznej, w której pacjentów cierpiących na zaburzenia psychiczne leczono (między innymi) za pomocą muzykoterapii…

    Kuba Oleksak
    #1148 – Moja terapia

„Radiowy Dom Kultury”

Muzyka to życie Sławomira Gołaszewskiego! Filozof, poeta, kompozytor, muzyk, dziennikarz. Propagator kultury alternatywnej w Polsce. W Polskim Radiu prowadził program „Pieśni wędrowców” traktujący o reggae i rastafarianiźmie. Studiował w Warszawie, Amsterdamie, Krakowie. Pracował w Instytucie Aktora – Teatrze Laboratorium we Wrocławiu, Drugim Studio Wrocławskim i w Centrum Animacji Kultury w Warszawie. W latach 80. i na początku lat 90. jego nazwisko znali wszyscy, którzy choć trochę interesowali się muzyką rodem z Jamajki. Nasz gość – Sławek Pakos wprowadzi nas w świat „Regementarza”, czyli nowej edycji wydanej przed 20 laty książki „Reggae Rastafari”, wzbogaconej, rozwiniętej pracy Sławomira Gołaszewskiego. Także posłuchamy!

to jest: posłuchaliśmy; ale pewnie niedlugo w archiwum będzie…